Jędrzychowice 25, 57-120 Wiązów +48 71 307 10 10

Blog Punktu Informacji Konopnej

Świadectwo #1 – CBD vs padaczka

Świadectwo #1 – CBD vs padaczka

„…to było piękne majowe popołudnie. Po długiej i zimnej wiośnie każdy promień słońca był na wagę złota. Po cudownym rodzinnym dniu spędzonym w ogrodzie szykowałam wówczas czteromiesięcznego Janka po kąpieli do spania. Był fantastycznie rozwijającym się niemowlakiem – dużo się uśmiechał i gurzył. Każda spędzona z nim chwila to była jak ukojenie.

Gdy tuliłam go do snu nie wiedziałam jeszcze, że za chwile rozegra się dramat, który zmieni moje życie. Niespodziewany zryw maleńkiego ciałka, naprężenie i drgawki które trwały może 3min sprawiły że nie byłam w stanie wybrać numeru alarmowego 112. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że to padaczka. Tego wieczoru podobne ataki sypały się jak z kapelusza – w domu, w karetce, w izbie przyjęć, w szpitalu…

Tak – szpital. Ten trzytygodniowy pobyt zapamiętam do końca życia. Kolejne spędzone na oddziale dni przynosiły nowe badania. Każde wychodziło poprawnie a ataki wciąż były. Zaczęto wprowadzać leki.
Serce mi pękało gdy ja – przeciwniczka chemii i farmaceutyków widziałam jak w maleńką rączke mojego synka ładowane są silne trucizny. Co kilka dni podawano kolejne, nowe leki a ataków było każdego dnia coraz więcej. Diagnoza padła szybko – w mojej opinii za szybko- padaczka lekooporna, podejrzenie Zespołu Westa, Zespołu Dravet.
Oszczędzę Ci szczegółów Drogi Czytelniku, ale z perspektywy czasu widzę, że zaliczyłam potężną deprechę. W duchu cieszyłam się, że w oknach są kraty bo niejednokrotnie myślałam by z nich wyskoczyć.
W czerwcu opuściliśmy szpital. Opuściliśmy go z czterema lakami, teczką z wynikami badań grubą jak kartoteka kryminalisty a nie niemowlaka i co najgorsze – uwierz mi na słowo – ućpanym do granic przytomności Jankiem!
Jan nie reagował na nic- na głód, na pełna pieluchę. Spał. Całe dnie spał! Mój pięciomiesięczny synek zamiast rozwijać się i fascynować otaczającym go światem spał całe dnie a każdy kolejny atak niszczył mnie psychicznie jako matkę, kobietę, żonę. Niszczył naszą rodzinę…

Wiele dni spędziłam przy jego łóżeczku z różańcem w ręku a między atakami – z telefonem i najlepszym pakietem Internetu w poszukiwaniu nowych rewelacji dotyczących leczenia padaczki. Wydałam mnóstwo pieniędzy na konsultacje medyczne u różnych lekarzy (często oszustów żerujących na krzywdzie dzieci), przejechałam mnóstwo kilometrów w poszukiwaniu pomocy dla Janka. Dziś już wiem że moje modlitwy zostały wysłuchane! Na mojej drodze pojawiła się ona- Dorota Gudaniec 

Już pierwsza rozmowa telefoniczna pełna szlochu z mojej strony pozwoliła mi trochę stanąć na nogi i przede wszystkim walczyć o moje dziecko. Kto lepiej zrozumie nas niż rodzic który przeszedł podobne piekło? Mój mąż stanął na wysokości zadania i już kilka dni po rozmowie byliśmy w Jędrzychowicach.

Pierwsze wrażenie? Pałac! Kto tu mieszka? Mafia? Zobaczę ogród pełen marihuany?
Nic bardziej mylnego! W Centrum Terapeutycznym pierwszy raz poczułam się jak pacjent szukający ratunku dla swojego dziecka. Przemiłe uśmiechnięte twarze, pyszna kawa po 4 godzinach podróży pozwoliły zebrać myśli. Jest to pierwsze miejsce w którym nie wstydziłam się zadać najgłupszych pytań a na każde z pełna powagą otrzymałam odpowiedź. To pierwsze miejsce w którym poświęcono mi czas i z zainteresowaniem wysłuchano historii. To tam kupiliśmy swój pierwszy CBD i już tego samego dnia zaczęliśmy podawać go Jasiowi. Na efekty musieliśmy poczekać. Padaczka troche broniła się pogrążając nas ale każdego dnia uczyliśmy się o podawaniu, dawkowaniu CBD coraz więcej.

Nasza historia jeszcze nie ma happy endu. Dziś Jan ma 9mcy. Z 6-8 ataków dziennie dzięki CBD zeszliśmy do jednego na cztery dni. To sukces! Jan zaczął się rozwijać- podnosić główkę, przekręcać się na boki. Jego rówieśnicy już siadają lub raczkują. Dziś jestem pewna, że jego opóźnienie ruchowe nie jest spowodowane chorobą a ładowanymi jak cukierki silnymi lekami. Znalazłam lekarza który pomaga nam odstawić leki – właściwie został już tylko jeden. Owy lekarz diagnozuje go w innym kierunku niż padaczka lekooporna. Mój cel to CBD bez leków!

Piszę dziś tą historię wycierając łzy z klawiatury komputera na wspomnienie tamtych miesięcy. Wierzę, że Bóg czuwa nad moją rodziną bo bez tej wiary dawno by się już rozpadła. Jan śpi obok spokojnie a ja myślę o nowych firankach, przetworach na zimę… W czerwcu ciężko było mi przebrać piżamę a co dopiero sprzątać, gotować czy pójść z nim na spacer w obawie, ze będzie maił w wózku atak. Dzięki CBD życie wróciło do naszego domu a wierze, że będzie jeszcze lepiej!

Uzewnętrzniam się Drogi Czytelniku bo skoro tu jesteś i to czytasz to zapewne szukasz pomocy. Nie szukaj więcej! Po prostu jedź i próbuj! Nie popełnij moich błędów. Gdybym miała pół roku temu tą wiedzę którą mam dziś to CBD podałabym dziecku jako pierwsze – zamiast silnych leków.

Dziś piszę to też z perspektywy matki której odmówiono dalszej diagnostyki w szpitalu ponieważ przyznałam się, że stan mojego dziecka poprawił się po podawaniu CBD. Zostałam wyśmiana, wykrzyczana i oskarżona o ćpanie niemowlaka. Na moje pytanie czy mogę go bardziej „ućpać” niż Wy drodzy lekarze neurolodzy i pediatrzy w maju nie uzyskałam odpowiedzi…

Jeżeli ta historia będzie warta uwagi i będzie opublikowana z całego serca pragnę podziękować Wszystkim pracownikom Centrum Terapeutycznego MaxHemp za wsparcie, dobre słowo, każdy uśmiech który w trudnym czasie był bezcenny! Chce podziękować Pani Dorocie Gudaniec za poświęcony czas, każdy odebrany telefon i bezinteresowne dzielenie się wiedzą zdobytą w równie dramatycznych momentach.

Szczególnie dziękuje Ci mój kochany mężu za to ze bez chwili zawahania zawiozłeś nas w każde miejsce w które prosiłam. Dziękuje, że znosiłeś moje histerie, agresje i lęki. Bez Ciebie nie bylibyśmy w tym miejscu w którym jesteśmy. Jesteś najlepszym tatą dla naszych dzieci. Kocham bez granic!

Mam marzenia. Marzę. Marzę by moje dzieci były zdrowe. By Jan wyzdrowiał. I marzę o tym by CBD było refundowane a lekarze zmienili swoje podejście do tego leku.

Dziękuję.

Ewelina, mama Gabrysi i Jana”