Jędrzychowice 25, 57-120 Wiązów +48 71 307 10 10

Kategoria: Blog Punktu Informacji Konopnej

Cukier – słodki, cichy zabójca (?)

Czekolada z orzechami, słodzona herbata z cytryną, lody owocowe, nektary owocowe  i pyszne wypieki – kto ich nie lubi? Sięgamy po nie chętnie, niemal każdego dnia. Słodycze poprawiają nam humor, są stałym elementem naszego życia i ważnym elementem gościnności. Kto nie piekł ciasta lub nie kupił paczki dobrych ciastek, spodziewając się gości – niech pierwszy rzuci kamieniem. Niestety wszechobecny cukier sprawia, że nasz organizm zaczyna odmawiać posłuszeństwa. Działa destrukcyjnie na nasze zdrowie, choć jest tak słodko niewinny i powszechny. Cukier – słodki, cichy zabójca naszego zdrowia. Czy faktycznie jest tak grożny i jak z nim wygrać?


Powtarzamy i będziemy to powtarzać z pełną mocą: konopie to nie panaceum
Choć kannabinoidy (substancje aktywne zawarte w konopiach) wykazują działanie prozdrowotne, a ich podstawowym zadaniem jest pomoc organizmowi w utrzymaniu lub powrocie do homeostazy, czyli naturalnej równowagi (która owocuje brakiem stanów chorobowych), nie można powiedzieć, że rozwiążą każdy problem ze zdrowiem. W utrzymaniu zdrowia lub powrocie do niego bardzo ważne są też inne czynniki – np. dieta czy sfera psyche. Wielkie zmiany rozpoczynają się od małych kroków, a pierwszym z nich może być ograniczenie spożycia cukru.

Cukier cukrowi nierówny

– Ale przecież cukry są różne. Ten w owocach na pewno jest zdrowy, a zamiast białego można wybrać trzcinowy. Brzmi znajomo, prawda? Niestety: niewiedza nie zwalnia z odpowiedzialności – szczególnie, jeśli mowa o odpowiedzialności za własne zdrowie. Trzeba postawić sprawę jasno: cukier cukrowi nierówny, a organizm potrzebuje węglowodanów, aby przetwarzać je w energię. Nie można zatem wyeliminować ich w pełni.  Co zatem warto wiedzieć o cukrze?

Istnieją różne podziały, jednak podstawowy różnicuje węglowodany ze względu na ich budowę. Można zatem wyróżnić cukry proste (monosacharydy) i cukry złożone (polisacharydy). Cukry proste (np. glukoza i fruktoza) stanowią bardzo szybki zastrzyk energii, ale równie szybko powodują jej spadek oraz uczucie głodu. Źródłem cukrów prostych są przede wszystkim słodzone napoje gazowane, słodycze, ciasta, ciasteczka, wysokoprzetworzona żywność. To właśnie ich należy się wystrzegać, ponieważ stosowane w nadmiarze powodują poważne problemy zdrowotne, które często narastają przez lata. Z kolei cukry złożone są trudniejsze do zmetabolizowania, dlatego powodują stopniowe uwalnianie glukozy – sycą na dłużej i nie powodują gwałtownych spadków energii. Źródłem węglowodanów złożonych są m.in. produkty zbożowe pełnoziarniste, grube kasze, płatki zbożowe czy otręby. To w nie powinna obfitować nasza dieta, choć nie są wskazane w trakcie tzw. cukrowego odwyku.

Cukier = narkotyk

Tak, to prawda: cukier jest narkotykiem. Działa psychoaktywnie i uzależnia aż … 8 x silniej niż kokaina! W neurologii cukier nazywany jest „naturalną nagrodą” – wszystko za sprawą pewnego obszaru w ludzkim mózgu, który odpowiada za odczuwanie przyjemności. Dzięki ewolucji człowiek (aby przetrwać) został wyposażony w tzw. mezolimbiczny szlak dopaminergiczny w mózgu, który odpowiada m.in. za uwalnianie dopaminy, czyli neuroprzekaźnika odpowiedzialnego za to, że kiedy sięgamy po słodkie, przez chwilę czujemy się fantastycznie. Niestety ten sam obszar w ośrodkowym układzie nerwowym odgrywa niezwykle istotną rolę w procesie wytwarzania się mechanizmu uzależnienia. A efekty uzależnienia od cukru mogą być śmiertelne.
Najbardziej popularne objawy cukrowego uzależnienia to m.in. huśtawki nastrojów, niepochamowana i trudna do opanowania chęć na słodkie, odczuwanie niepokoju na myśl o trwałej rezygnacji z ulubionych przysmaków, gwałtowne spadki energii. OK, to gdzie te śmiertelne efekty? Czytaj dalej i dowiedz się:

Jak cukier wpływa na organizm?

Wiadomo, że od jednego cukierka jeszcze nikt nie umarł (chyba, że się zakrztusił), ale … dieta bogata w cukry proste sprawia, że organizm jest zabijany każdego dnia, krok po kroku, sukcesywnie i po cichu. Sekret tkwi w długotrwałym wystąpieniu wzmożonej podaży węglowodanów prostych. Im dłużej trwa uzależnienie, tym więcej szkód cukier wyrządza w organizmie. Efekty długotrwałego przedawkowania cukru to nie tylko próchnica czy problemy z wagą – to również cukrzyca,  przewlekłe stany zapalne, zakwaszenie organizmu, obciążenie nerek i wątroby,depresja a nawet choroba nowotworowa. Co ciekawe – nadmiar cukru może również indukować napady padaczkowe.

Cukrowy detox

Umówmy się – walka z uzależnieniem nie jest prosta i zaczyna się od pierwszego kroku, jakim jest świadomość istnienia problemu. Jeśli wiesz lub podskórnie przeczuwasz, że możesz mieć problem z ilością spożycia cukru, to już naprawdę dużo. Ważne jest, aby cukrowy odwyk trwał nie krócej niż 21, a najlepiej ok. 40 dni. Tyle wystarczy, aby oczyścić organizm, przetrwać najgorszy kryzys i wyrobić dobre nawyki. Proces odstawienia cukru może nie być łatwy – im mocniejsze uzależnienie, tym większe ryzyko wystąpienia przykrych dolegliwości odstawiennych. Wśród najbardziej popularnych efektów detoxu cukrowego można wyróżnić:

  • uporczywe bóle głowy i migreny
  • zawroty głowy
  • rozdrażnienie i uczucie niepokoju
  • spadek energii
  • kłopoty z zasypianiem, bezsenność
  • zimne poty i drżenie rąk
Nie brzmi zachęcająco, ale warto to zrobić. Twój organizm będzie Ci wdzięczny.

Dieta bez cukru – nie tylko dla cukrzyków

Większość chorób cywilizacyjnych jest dietozależna lub dietopochodna. Większość popularnych chorób jest wskazaniem do stosowania diety ubogiej w węglowodany, a w szczególności do rezygnacji z rafinowanych cukrów prostych. W szczególności polecana jest pacjentom, którzy zmagają się z chorobami takimi jak:
choroba nowotworowa
nadciśnienie
cukrzyca, insulinooporność
choroba wieńcowa
borelioza
epilepsja
choroba Alzheimera, choroba Parkinsona i inne choroby neurodegeneracyjne
depresja i stany lękowe

Literatura:

  • Chow KF. A Review of Excessive Sugar Metabolism on Oral and General Health
  • Richard Jacoby, Cukier. Cichy zabójca
  • Fontana Martina, Bez cukru. Wypisz się z klubu Anonimowych Cukrocholików
  • Douglas N.Graham, The 80/10/10 diet

 

Cukier – słodki, cichy zabójca (?) 1

Czytaj więcej
Konopie na zdrowie – jesienne wsparcie odporności

Konopie na zdrowie – jesienne wsparcie odporności

Konopie na zdrowie – jesienne wsparcie odporności 2

Jesień to czas, w którym jesteśmy szczególnie narażeni na infekcje. Nasza odporność jest wystawiana na próbę przez zmieniającą się pogodę i krążące wokół wirusy. Zamiast walczyć z objawami choroby, warto zadbać o odpowiednie wsparcie dla układu immunologicznego. Czy codzienna suplementacja CBD może pomóc przejść przez okres jesienno-zimowy w zdrowiu?  

Układ endokannabinoidowy (z ang. ECS – endocannabinoid system) to taki układ w naszym organizmie, który łączy się z kannabinoidami – substancjami aktywnymi zawartymi głównie (choć nie tylko) w konopi. Twierdzi się, że jest łącznikiem między układem nerwowym a odpornościowym, a jego rolą jest przede wszystkim dbanie o równowagę organizmu (tzw. homeostaza). Zasilać można go na różne sposoby – endokannabinoidami(produkowanymi przez organizm np. w trakcie biegania) lub fitokannabinoidami, czyli kannabinoidami pochodzenia roślinnego. Deficyty w układzie endokannabinoidowym powodują ogólny rozstrój organizmu, który u każdego człowieka przejawia się nieco inaczej – obniżeniem nastroju, rozmaitymi chorobami, a także spadkiem odporności i podatnością na infekcje. Regularne zasilanie układu sprawia, że organizm uruchamia procesy autoregeneracyjne, a sam układ reguluje pracę wszystkich innych układów w organizmie. Mechanizm działania układu endokannabinoidowego tłumaczy, dlaczego konopie nie są lekiem w rozumieniu klasycznej definicji. Nie wpływają one bowiem na daną jednostkę chorobową, nie leczą żadnej choroby, ale przez pryzmat ECS wpływają na odzyskanie równowagi organizmu. To sprawia, że np. zarówno osoba ze zbyt niskim ciśnieniem, jak i osoba z nadciśnieniem, odczują pozytywne skutki przyjmowania kannabinoidów. W obu przypadkach problemy zdrowotne wynikają z zaburzeń homeostazy organizmu – przywrócenie jej poprzez zasilanie układu endokannabinoidowego sprawia, że dany problem zdrowotny mija, bo organizm zaczyna funkcjonować w sposób prawidłowy.

 

CIEKAWOSTKA

Trzon układu endokannabinoidowego stanowią dwa typy receptorów: CB1 i CB2.

Są one rozsiane po całym organizmie, jednak ich największe skupiska znajdują się w różnych obszarach.

Receptory CB1 znajdują się głównie w układzie nerwowym, a CB2 – w odpornościowym.

Kannabinoidy – klucz do zdrowia

Choć odkryto i oznaczono ich już blisko kilkaset, dobrze poznano zaledwie kilka z nich. Najlepiej poznane kannabinoidy to THC (występujące głównie w konopiach indyjskich)i CBD oraz ich formy kwasowe (THCa, CBDa). O ile THC jest w świetle Polskiego prawa nielegalne, kannabidiol (CBD), występujący w największym stężeniu w konopiach siewnych (in. przemysłowych), jest substancją całkowicie legalną. Z punktu widzenia podniesienia odporności, CBD jest znacznie bardziej efektywne niż THC, ponieważ receptory CB2, które łączą się z CBD, znajdują się głównie w układzie odpornościowym. Regularne stosowanie CBD, nawet w niskich dawkach, zasila układ odpornościowy i zmniejsza ryzyko infekcji, ale i ułatwia organizmowi wyjście z choroby, ponieważ wykazuje m.in. właściwości przeciwzapalne, przeciwbakteryjne, przeciwbólowe, neuroprotekcyjne, przeciwwymiotne, przeciwskurczowe, stabilizujące nastrój i wiele innych.

CBD na odporność – jaki produkt wybrać?

Najlepiej stosować taki produkt, który ma skład maksymalnie zbliżony do tego, jaki znajduje się w roślinie. Natura tak skomponowała skład konopi, że zapewnia on tzw. efekt synergii. W skrócie oznacza to tyle, że współdziałanie kannabinoidów daje efekt większy niż suma efektów pojedynczych składników. W praktyce odnosi się to do faktu, że ekstrakt z konopi jest bardziej skuteczny niż izolaty poszczególnych kannabinoidów dodane np. do oleju jadalnego.

W codziennej suplementacji można posiłkować się niskoprocentowymi produktami – np. Max Hemp CBD 4%.Można również samemu przygotować niższe stężenie, łącząc wyżej stężony ekstrakt (np. 15%, 30% lub 50%) z olejem jadalnym dobrej jakości (najlepiej z olejem konopnym). W obu przypadkach mamy do czynienia z pełnym spektrum kannabinoidów, a nie z izolatem CBD dodanym do oleju, a więc podnosimy skuteczność działania. Gdy – pomimo wspierania odporności kannabinoidami – bakterie i wirusy przejmą ster nad naszym zdrowiem, w szybkim wyjściu z choroby szczególnie przydadzą się wyższe dawki CBD oraz się stosowanie preparatów bogatych w CBDa– kwas kannabidiolowy. Wykazuje on najsilniejsze działanie przeciwzapalne ze wszystkich poznanych kannabinoidów.

Jak długo stosować?

Nie istnieje jedyna słuszna odpowiedź na to pytanie. Tak naprawdę wspieranie układu endokannabinoidowego powinno wejść nam w nawyk. Codzienne suplementowanie kannabinoidów przyczynia się do redukcji deficytów w układzie endokannabinoidowym i w znaczący sposób wpływa na stan naszego zdrowia. Przyjmowanie niskoprocentowych olejków CBD w dawce 2-3 razy po 3 krople pod język sprawi, że już w pierwszym tygodniu odczujemy znaczącą poprawę samopoczucia. W ciągu pierwszego miesiąca regularnej suplementacji powinniśmy dostrzec znaczną poprawę odporności. Jeśli – pomimo regularnego zasilania organizmu kannabinoidami – przytrafi nam się infekcja, warto zwiększyć częstotliwość przyjmowania olejku do 1 x na godzinę.

Jak wspierać odporność dziecka?

Tak samo, jak swoją własną. Suplementację małych dzieci warto rozpocząć od niższej dawki – np. od 1 kropli niskoprocentowego olejku CBD 2-3 x dziennie. Jeśli specyficzny smak olejku nie przypadnie Twojemu dziecku do gustu – nie rezygnuj z jego podawania. Wymyśl taki sposób podania, który będzie do przyjęcia przez Twoją pociechę, np. przygotuj ksylitolowe cukierki/lizaki z dodatkiem CBD lub bezcukrowe pralinki a’la Rafaello z dodatkiem CBD. Pamiętaj, aby – szczególnie w okresie infekcyjnym – ograniczyć spożycie cukru. Dlatego łakocie, które mogą być świetnym sposobem na „przemycenie” CBD do codziennej diety dziecka, powinny być bezcukrowe. Dobrym rozwiązaniem jest też wzbogacenie diety o dodatkowe źródło białka – np. w postaci nasion konopnych (tzw. siemię konopne) – aby wspierać organizm w budowie i regeneracji tkanek.

Czytaj więcej
Historia wyjątkowego Chłopca

Historia wyjątkowego Chłopca

9 lat temu – 4 lipca 2009 roku – przyszedł na świat wyjątkowy chłopiec, od którego zaczęła się w Polsce pierwsza poważna dyskusja o medycznym zastosowaniu konopi. Max Gudaniec to chłopiec, który przyczynił się do pisania nowego rozdziału historii Polski. Rozdział ten nosi tytuł „medyczna marihuana w teorii i praktyce”. Z okazji jego 9. urodzin warto przypomnieć tę historię wszystkim, którzy o niej zapomnieli, a tym, którzy jeszcze jej nie znają – opowiedzieć ją po raz pierwszy. 

Urodzony by przegrać

Max urodził się jako chłopiec z Zespołem Downa, jednak nie to stanowiło największy problem. Do 7 miesiąca życia chłopiec rozwijał się prawidłowo – jego historia była opisywana jako tzw.„przykład Downa bez Downa”, bo choć jego genotyp jednoznacznie wskazywał na Trisomię 21, Max nie miał niemal żadnych objawów tego zespołu. Był zdrowym, wesołym i ciekawym świata chłopcem z dodatkowym chromosomem, bez niemal żadnych wad towarzyszących. W 4 miesiącu życia został zaszczepiony. Aby nie dokładać dziecku cierpień, rodzice zdecydowali się na podanie szczepionki zintegrowanej 5w1. Kilka tygodni po szczepieniu po szczepieniu jedna z terapeutek w czasie zajęć rehabilitacyjnych powiedziała rodzicom chłopca: „Idźcie go zbadać, on ma padaczkę”. Brzmiało to jak nieudany i bardzo nieśmieszny żart. Niestety diagnostyka neurologiczna szybko potwierdziła przypuszczenie terapeutki – Max cierpiał z powodu Zespołu Westa. To rzadki rodzaj encefalopatii padaczkowej występujący u dzieci. Polega na charakterystycznych napadach zgięciowych, a towarzyszą mu liczne zaburzenia rozwojowe. Faktycznie, z powodu choroby Max – z chłopca uśmiechniętego i ciekawego świata – stał się „żywą lalką”. Nie okazywał żadnych emocji, a jedyną jego aktywnością były napady padaczkowe. Od kilkudziesięciu do kilkuset dziennie w najgorszych momentach. 

Rodzice chłopca podjęli heroiczną walkę o jego zdrowie. Max był diagnozowany u najlepszych specjalistów w kraju i zagranicą, a także poddawany rozmaitym terapiom. W krytycznym momencie podawano mu 5 leków przeciwpadaczkowych równolegle. Choć bywały lepsze momenty, pomimo stosowania wielu leków, stan Maxa nie ulegał poprawie. Napadów padaczkowych nie udało się – jak dotąd nigdy i niczym – opanować na tyle, aby chłopiec miał szansę rozwinąć się w prawidłowy sposób. Targany wyładowaniami elektrycznymi mózg nie był w stanie rozwijać się, dlatego pomimo upływu lat – Max nie nabywał nowych kompetencji. Jego życie to był jeden wielki napad padaczkowy. Leki nie działały, dlatego rodzice chłopca usłyszeli diagnozę: lekooporna postać Zespołu Lennoxa-Gastaut. Jedyną względnie skuteczną metodą terapeutyczną okazała się dieta ketogenna, prowadzona pod czujnym okiem dr. Marka Bachańskiego z Centrum Zdrowia Dziecka. Napady zredukowały się, ale nie na tyle, aby chłopiec mógł normalnie funkcjonować. To, co udało się osiągnąć prowadząc tę wymagającą, bardzo rygorystyczną dietę, było i tak o niebo lepsze niż stan sprzed jej wdrożenia. Pierwszy raz w życiu 5-letniego Maxa udało się opanować jego stan zdrowia na tyle, żeby móc wyjechać na rodzinne wakacje. Radość jednak nie trwała zbyt długo. 

Żyje by wygrać

Kilka dni po powrocie z pierwszych w życiu wakacji, 20 lipca 2014 roku, stan zdrowia Maxa uległ gwałtownemu pogorszeniu – z nieznanego powodu napady zaczęły występować jeden po drugim. Stan padaczkowy, w którym znalazł się chłopiec, bezpośrednio zagrażały jego życiu, dlatego po dwóch dniach bezskutecznej walki o wyciszenie wyładowań w jego mózgu, Max został wprowadzony w stan śpiączki farmakologicznej. Niestety nawet to nie sprawiło, że napady się wyciszyły. Max w stanie krytycznym wylądował na OIOM-ie. W czasie pobytu na Oddziale Intensywnej Terapii we wrocławskim szpitalu chłopiec przeszedł sepsę, nabawił się zakrzepicy, zapalenia osierdzia, niewydolności krążeniowo-oddechowej, niewydolności układu pokarmowego, a także zakażenia pałeczką ropy błękitnej i zapalenia wyrostka sutkowatego piramidy kości skroniowej. Niemal wszystkie parametry życiowe chłopca były sztucznie podtrzymywane przez  kilkanaście aparatur. Jego stan był krytyczny i nie było dnia, kiedy rodzina nie byłaby przygotowywana na śmierć dziecka. W tym czasie Dorota Gudaniec, mama Maxa, siedząc przy szpitalnym łóżku syna, szukała w Internecie choćby okruchów nadziei na to, że walka o życie Maxa zakończy się sukcesem. W tym czasie wirtualni znajomi podsuwali jej różne materiały znalezione w sieci – wśród nich znalazła się również historia Charlotte Figi, dziewczynki ze Stanów Zjednoczonych, której sytuacja zdrowotna do złudzenia przypominała historię Maxa. To właśnie wtedy kobieta po raz pierwszy usłyszała o medycznych właściwościach konopi. Dzięki nim, będąca w ciężkim stanie dziewczynka cierpiąca na lekooporną padaczkę, zyskała nowe życie. Przypadkowa historia dziecka zza oceanu stała się impulsem do podjęcia walki z systemem o życie i zdrowie Maxa. 

Zdesperowana mama w rozmowie z lekarzami przytoczyła historię Charlotte i zapytała, co zrobić, żeby móc podać swojemu dziecku lek na bazie konopi. Lekarze – jakby na odczepne, wiedząc, że to awykonalne – odpowiedzieli, że należy wkroczyć na ścieżkę importu docelowego, a więc w pierwszej kolejności zdobyć receptę od lekarza, następnie dokument od konsultanta krajowego w dziedzinie neurologii, a na końcu – zgodę Ministra Zdrowia. Tata chłopca pojechał więc do Warszawy i zapowiedział, że nie opuści Ministerstwa dopóty, dopóki nie otrzyma pisemnej zgody na podanie Maxowi leku. Mając zgodę z Ministerstwa, postanowił zrealizować receptę. Niestety okazało się, że na import leku do apteki trzeba czekać od kilku do kilkunastu tygodni. W sytuacji, w której na OIOM-ie leżało umierające dziecko, oczekiwanie na sprowadzenie leku nie wchodziło w grę. Jeden z internautów postanowił pomóc w ratowaniu dziecka i sprowadził lek z Holandii do Polski. Udał się do holenderskiej apteki, wykupił lek i wysłał go do rodziców Maxa. Wtedy nikt nie wiedział o tym, że za sprowadzenie suszu konopi indyjskiej z pominięciem polskiej apteki grozi zarzut przemytu narkotyków i kara więzienia. Jasnym było, że skoro lek pochodzi z legalnie zrealizowanej recepty, w dodatku za zgodą Ministerstwa Zdrowia, to musi to być zgodne z prawem. Niestety nie było. Kiedy już lek znalazł się w rękach rodziców, Dorota Gudaniec z dokumentem potwierdzającym zgodę Ministra Zdrowia, a także z opakowaniem leku zgłosiła się do lekarzy na OIOM-ie z nadzieją, że lek zostanie podany Maxowi. Niestety przeżyła kolejny zawód i odbiła się o kolejnej ściany: lekarze odmówili zastosowania leku, ponieważ nie znali procedury jego podania. Dotychczas nie spotkali się z tego rodzaju leczeniem – nikt ich tego nie uczył, nie mieli wiedzy ani wytycznych z Ministerstwa. Bali się podać lek, którego nie znają. Dla matki walczącej o życie dziecka, dla której marihuana byłą ostatnią deską ratunku, zakaz lekarzy nie stanowił bariery nie do przekroczenia. W tajemnicy przed lekarzami, pielęgniarkami i własną rodziną, Dorota Gudaniec zaczęła podawać synowi napar z suszu konopi. Nie wiedziała, jak stosować i dawkować lek – nikt jej nie powiedział, a producent nie dał wskazówek na opakowaniu. – Bałam się, że mu tym zaszkodzę, ale jeszcze bardziej bałam się, że jeśli mu tego nie podam to go stracę. Na to właśnie przygotowywali mnie lekarze i ksiądz, który przychodził kilka razy w tygodniu z chęcią udzielenia ostatniego namaszczenia. – często wspomina Dorota, pytana o to, czy nie bała się podać leku na własną rękę. Postanowiła, że ewentualne konsekwencje bierze na siebie, ale nie pozwoli umrzeć swojemu dziecku w świetle procedur, bo nikt nie chce podjąć się leczenia niezgodnego z procedurami. Ryzyko, które poniosła, można uznać za przejaw szaleństwa albo akt najwyższej odwagi. To bez znaczenia – bo historia Maxa na OIOM-ie miała swój szczęśliwy finał.

W ciągu 2 tygodni od rozpoczęcia podawania naparu z konopi, Max zaczął zdrowieć. Udało się wybudzić go ze śpiączki farmakologicznej, a każdy dzień przynosił poprawę kolejnych parametrów życiowych. Walka o zdrowie i życie chłopca trwała łącznie 9 tygodni; w czasie 5 tygodni spędzonych na OIOM-ie, zmarło tam pięcioro dzieci. Max miał być jednym z nich. Nie wiadomo, co sprawiło, że chłopiec przeżył, ale można przypuszczać, że w dużej mierze stało się tak dzięki konopiom i heroicznej walce matki z systemem, który pozwala na umieranie w świetle procedur, a nie pozwala na ratowanie życia poza nimi.

Życie na kredyt

Kiedy Max wrócił ze szpitala, rodzice obserwowali coś, co rozpatrywali w kategoriach cudu. Max żył, zaczął się świetnie zachowywać, przez miesiąc nie miał ani jednego napadu. To był cud, bo jak dotąd jedyne miesiące bez napadów jego życiu to miesiące, zanim padaczka nastąpiła. Radość niestety nie trwała zbyt długo: wkrótce wyszła kolejna niespodzianka – tym razem pod postacią bardzo silnego zapalenia ucha, które trzeba było operować. Po operacji stan chłopca niestety znowu się nieco pogorszył: napady wróciły, ale w znacznie mniejszej ilości. Wtedy właśnie zaczęły się eksperymenty z metodami podania oraz z dawkowaniem. Na początku Max przyjmował napary, następnie zupy z dodatkiem suszu. W międzyczasie rodzice dowiedzieli się, że kannabinoidy są rozpuszczalne w tłuszczach, dlatego zrezygnowali z dodawania suszu do posiłków, a postawili na zrobienie konopnego masła: susz był podgrzewany z kostką masła i studzony. Łyżeczka masła dodawana była do każdego posiłku – 3-4 razy dziennie.

Rodzice zauważyli, że po zmianie sposobu podania konopi, Max zrobił się lepszy: z dnia na dzień stawał się bardziej komunikatywny, miał dobry humor i apetyt, powoli zaczął nadrabiać zaległości rozwojowe. To było odkrycie, które zapoczątkowało poszukiwania optymalnego dawkowania i sposobu podania. Ze źródeł, do których dotarli wynikało, że Max jako pacjent neurologiczny powinien stosować 5 mg kannabidiolu (CBD, niepsychoaktywny kannabinoid) na kilogram masy ciała. I tu pojawiły się schody: bo jak odmierzyć odpowiednią dawkę masła, żeby za każdym razem dostarczyć dziecku odpowiednią ilość substancji, której potrzebuje? Eksperymenty z suszem stały się zbyt kosztowne i zbyt niepewne, żeby móc je kontynuować. Na leki z importu docelowego czeka się od kilku do kilkunastu tygodni, a sprowadzanie suszu po raz kolejny z zagranicy nie wchodziło w grę, odkąd okazało się, że to nielegalne i obarczone dużym ryzykiem. Chcąc zapewnić Maxowi nieprzerwaną terapię, rodzice zlecili stworzenie ekstraktu z legalnych w Polsce konopi siewnych – zawierają one bowiem dokładnie te same kannabinoidy, co nielegalna w kraju konopia indyjska, ale mają bardzo niską ilość psychoaktywnego THC. Tak przygotowany ekstrakt był dostępny, tańszy, a co najważniejsze – dawka mogła być powtarzalna. Zlecili więc stałą produkcję ekstraktu na potrzeby syna.

Efektami terapeutycznymi Dorota Gudaniec zaczęła dzielić się na swoim blogu, który utworzyła po to, żeby wyrzucić z siebie wszystkie trudne emocje związane z walką o zdrowie dziecka. Wkrótce rodzice innych dzieci cierpiących z powodu padaczki – zainspirowani historią Maxa – zaczęli zwracać się do mamy chłopca z prośbą o wsparcie informacyjne, a także o dostęp o leku, który stosuje Max, czyli ekstraktu CBD. Pełni nadziei rodzice zaczynali stosować ekstrakty u swoich dzieci. Kiedy zaczynali obserwować pierwsze efekty stosowania CBD – decydowali się na zakup. Jednak, aby sprzedawać produkt, trzeba było założyć firmę. Tak powstała marka Max Hemp (wcześniej Dr.Hemp – nazwana na cześć doktora Bachańskiego). – Nie mieliśmy potrzeby robienia biznesu konopnego. Mój mąż od lat prowadził dobrze prosperującą firmę. To, że staliśmy się producentami ekstraktów z konopi siewnej jest wynikiem potrzeby ludzi, z którymi mieliśmy kontakt i z chęci bycia uczciwymi – chcieliśmy działać zgodnie z prawem, płacić podatki, nie robić niczego „pod stołem” – tłumaczy Dorota Gudaniec zapytana o to, jak to się stało, że zaczęła być przedsiębiorcą w branży konopnej. 

Uzdrowić chore prawo

Historia Maxa sprawiła, że w Polsce po raz pierwszy doszło do publicznej debaty na temat konopi. Wraz z Dorotą Gudaniec o prawo do korzystania z tzw. medycznej marihuany walczyli inni konopni aktywiści – m.in. Paulina Janowicz, której leczona z powodu lekoopornej padaczki córka Ola zmarła, bo nie doczekała się leku (suszu konopi indyjskich) sprowadzanego drogą importu docelowego. Śmierć małej Oli była tragicznym potwierdzeniem tego, co głosili wszyscy zaangażowani w tę walkę: że medyczna marihuana musi być legalna i dostępna, ciężko chorzy pacjenci nie mogą na nią czekać. Aby zmienić to prawo, osoby związane z nieformalnym tworem społecznym (nazwanym Koalicją Medycznej Marihuany) przygotowały projekt nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Niestety projekt nie przeszedł w trybie obywatelskim. Walka o medyczną marihuanę trwała wiele miesięcy. W tym czasie aktywiści oraz pacjenci i ich opiekunowie wielokrotnie, na własny koszt, jeździli do Warszawy, aby protestować przed Sejmem lub brać udział w posiedzeniach sejmowych podkomisji zdrowia, w czasie których debatowano na temat medycznej marihuany. W efekcie ustawa zaproponowana przez Koalicję Medycznej Marihuany, a złożona do Sejmu rękami posła Kukiz’15, Piotra Liroya Marca, została przegłosowana i przyjęta przez Rząd, a ostatecznie podpisana przez Prezydenta. Choć ustawa, która weszła w życie z dniem 1 listopada 2017 roku, została drastycznie poszatkowana i ostatecznie przyjęto ją w kształcie mocno odbiegającym od pierwotnego (zakładającego m.in. narodowe uprawy konopi, system edukacji lekarzy i pacjentów oraz kontrolowany obieg surowca), zaangażowanie aktywistów nie poszło na marne. W ciągu roku oddolnych działań udało się osiągnąć więcej, niż kiedykolwiek wcześniej. Głosowanie nad ustawą samo w sobie przejdzie do historii – bardzo rzadko zdarza się w Polsce, aby politycy wszystkich ugrupowań byli tak zgodni: ustawę regulującą dostęp pacjenta do medycznej marihuany poparło 440 z 443 posłów, jeden się wstrzymał, a dwoje było przeciw. Byli to Zbigniew Ziobro i Beata Kempa. 

Realna sytuacja pacjenta po wejściu w życie nowych przepisów niestety nie uległa zmianie i jest to największa porażka tej ustawy, bo okazało się, że stanowi ona martwy przepis. Według jej brzmienia, lekarz ma prawo wypisać receptę na preparat na bazie konopi indyjskich, a pacjent –legalnie stosować ten rodzaj terapii. Niestety tylko w teorii. W praktyce pacjent nie może podjąć terapii, ponieważ żadna apteka w kraju nie dysponuje lekiem. I choć wydawałoby się, że nic dobrego nie wynika z tej sztucznej zmiany prawa – nie do końca jest to prawdą. Zmieniło się m.in. to, że lekarze, którzy byli otwarci na medycynę opartą na kannabinoidach, przestali bać się ostracyzmu ze strony swoich kolegów i koleżanek po fachu. Przykład dr. Marka Bachańskiego – neurologa, który został niesłusznie zwolniony z Centrum Zdrowia Dziecka za stosowanie medycznej marihuany u małych pacjentów – wyraźnie obrazuje to zagadnienie. Cztery lata temu dr Bachański był jedynym lekarzem w kraju, który nie bał się użycia konopi w medycynie. Dziś takich lekarzy jak Bachański jest coraz więcej. Prawo zezwala im na wypisywanie recept na medyczną marihuanę, jednak lekarze nie mają skąd czerpać wiedzy o tym rodzaju terapii i są skazani na poszukiwania we własnym zakresie, co w gąszczu fake-newsów i nierzetelnych danych, nie jest łatwe. 

Edukacja – klucz do sukcesu

Kluczem do prawdziwej konopnej rewolucji w Polsce jest i musi być edukacja. Tylko rzetelne informacje, pochodzące z wiarygodnych źródeł, bazujące na wiedzy naukowej i wypływające z doświadczenia, a nie oparte o system przekonań i mitów, mogą przyczynić się do zmiany powszechnej – w tym lekarskiej – świadomości w zakresie leczniczego potencjału drzemiącego w konopiach. – Konopie nie są i nigdy nie będą panaceum, cudowną pigułką na wszystkie choroby świata. Ktoś, kto twierdzi inaczej nie dysponuje wiedzą lub jest zwykłym kłamcą – twierdzi Dorota Gudaniec, która wiedzę o konopiach zdobywa poprzez kontakt z naukowcami i lekarzami z całego świata. Czyta, analizuje, rozmawia, uczestniczy w sympozjach i spotkaniach naukowych. Zdobywaną przez siebie wiedzą chce dzielić się z innymi – jej misją i motywacją jest nie tylko to, żeby jak najlepiej pomóc własnemu dziecku, ale także to, żeby nikt w tym kraju nie musiał już być w sytuacji, w której znalazła się ona sama w 2014 roku. 

W tym celu Gudaniec już od 2014 roku organizuje konferencje, na których prelegentami są wybitni eksperci z całego świata. Z uczestnikami wydarzeń, którymi są zarówno pacjenci, ich opiekunowie, jak i lekarze, politycy czy prawnicy, dzielą się swoją wiedzą i doświadczeniem. Wielu z nich od lat bada wpływ konopi na zdrowie, wielu jest praktykami stosowania terapii z użyciem kannabinoidów, a wielu – działaczami w krajach, w których marihuana nie stanowi już tematu tabu i jest bądź została niedawno uznana za normalną formę terapii. Łącznie w 70h wykładów wzięło udział ponad 1400 uczestników oraz 45 prelegentów z Polski i świata. Wydarzenie z roku na rok staje się coraz większe i bardziej merytoryczne. Na ostatniej edycji, która odbyła się we Wrocławiu w maju tego roku, zjawili się m.in. eksperci tj. prof. Cristina Sanchez (Hiszpania), dr Michael Dor (Izrael), prof. Krzysztof Krajewski czy prof. Jerzy Szaflarski (USA). Konferencja „Medyczna marihuana w teorii i praktyce: nauka, medycyna, prawo” to największe tego typu wydarzenie organizowane w Polsce. 

Wsparcie – pacjent w Centrum (uwagi)

W odpowiedzi na zapotrzebowanie informacyjne pacjentów i środowisk medycznych, zostało powołane do życia Centrum Terapeutyczne Max Hemp i działający przy nim Punkt Informacji Konopnej. Oba powstały z inicjatywy Doroty Gudaniec, która zaczęła się dzielić z ludźmi swoimi doświadczeniami związanymi z leczeniem Maxa. Gudaniec doskonale wie, jak to jest, kiedy człowiek zostaje pozostawiony sam sobie, bez dostępu do wiedzy i choćby skrawków wsparcia, a bardzo potrzebuje pomocy, bo system medycyny akademickiej nie ma już nic do zaoferowania i skazuje człowieka na oczekiwanie na śmierć. Pamięta swoje mozolne poszukiwania informacji na temat medycznej marihuany, a także poszukiwania kogoś, kto ma w tym temacie jakieś doświadczenie. Pamięta swoje obawy przed rozpoczęciem terapii i milion pytań, których nie było komu zadać. 

W Punkcie Informacji Konopnej każdy może uzyskać bezpłatną pomoc informacyjną w temacie konopi. Informacji udzielają doświadczeni praktycy, tj. Dorota Gudaniec, Paulina Janowicz czy Katarzyna Łagoda. Żaden z konsultantów nie diagnozuje i nie leczy – spotkania opierają się o wymianę doświadczeń i dzielenie się z pacjentami lub ich opiekunami zdobytą wiedzą. 

W Centrum Terapeutycznym Max Hemp pacjenci otrzymują wielopłaszczyznowe wsparcie – nie tylko w temacie medycznej marihuany, choć to właśnie ona stanowi trzon całej działalności. W ofercie pałacu, który znajduje się w pobliżu Wrocławia, znajdują się m.in. konsultacje lekarskie z lekarzami różnych specjalności, którzy są otwarci także na medyczną marihuanę, biorezonans (skan i rewitalizacja), badanie poziomu wit. D3 wraz z opisem jej metabolizmu, a także wlewy witaminowe. Możliwa jest także konsultacja z psychologiem. 

Historia z happy endem

Historia Maxa już dawno przestała być historią rodzinną państwa Gudaniec. Ma ona swój głęboki sens i ogromny zasięg wpływu. Gdyby nie ona, nie wiadomo, jak długo w Polsce traktowałoby się konopie wyłącznie jako narkotyk. Historia, która była osobistym dramatem Maxa i jego rodziny, stała się przyczynkiem do zmiany prawa w Polsce, ale również do zmiany definicji marihuany w świadomości społecznej. Dzięki niej wielu pacjentów po raz pierwszy dowiedziało się o tym, że konopie mają potencjał leczniczy. Wielu, którzy już wcześniej o tym wiedzieli, ale bali się ostracyzmu ze strony swoich lekarzy czy rodziny – przestało się bać. Lekarze otwarci na ten rodzaj terapii uzyskali potwierdzenie, że mogą zajmować się tym tematem w świetle prawa. Korzyści i pozytywnych efektów tej historii jest bardzo wiele. I choć ustawa, która odkłamała i uwolniła konopie do celów medycznych nie jest idealna, a właściwie przypomina karykaturę samej siebie, jest w znacznej mierze fikcją – pozytywne zmiany dotyczące medycznej marihuany w naszym kraju mają swój początek w historii małego chłopca z Zespołem Downa, który zapadł na ciężką postać lekoopornej padaczki. I jego dzielnej mamy, która nie zgodziła się na wyrok śmierci stawiany przez lekarzy. Warto o tym pamiętać. Z tej historii można wyciągnąć wiele wniosków: że jak czegoś nie można, a bardzo się chce to można, że nadzieja umiera ostatnia, że czasem jest tak, że nie można się godzić na wyrok tylko wziąć odpowiedzialność za swoje zdrowie i życie we własne ręce, że tam, gdzie jest miłość nie ma miejsca na strach, a także, że rodzic walczący o zdrowie lub życie swojego dziecka ma moc, która potrafi zburzyć każdy mur. Nawet ten stworzony z błędnych przekonań, urzędniczych procedur czy szkodliwych i niesprawiedliwych mitów – często wynikających z niewiedzy.

uśmiech Maxio rodzeństwo królik

Czytaj więcej
RESET receptorów kannabinoidowych

RESET receptorów kannabinoidowych

Doświadczenia pacjentów, praktyków terapii cannabis oraz lekarzy zajmujących się tym tematem są spójne: czasami zdarza się, że po kilku miesiącach znacznej poprawy stanu zdrowia pacjenta, skuteczność preparatów na bazie konopi może zacząć spadać. Wynika to z efektu przyzwyczajenia się receptorów do poszczególnych kannabinoidów i ich „rozleniwienia” bądź uwrażliwienia. Chcąc zachować optymalne, pozytywne efekty terapii, można zrobić dwie rzeczy: zmienić dawkowanie lub zrobić tzw. reset receptorów kannabinoidowych. 

Zmiana dawkowania zazwyczaj odbywa się w ramach zwiększenia dawki. Często jednak wiąże się to ze znacznym zwiększeniem kosztów terapii – zwłaszcza w przypadku pacjentów neurologicznych, dla których dawkę ustala się w przeliczeniu na kilogram masy ciała. Drugim sposobem jest reset receptorów kannabinoidowych, który może odbyć się na dwa sposoby. Pierwszym z nich jest odstawienie preparatów na bazie konopi na jakiś czas (od kilkunastu godzin do kilku dni). Drugim sposobem jest zmiana preparatu na taki, który posiada odmienne tło, czyli inny zestaw kannabinoidów pochodzących z różnych odmian konopi. 

Doświadczenia izraelskie podpowiadają, że gwałtowne odstawienie kannabinoidów może wiązać się z przykrymi skutkami od strony organizmu pacjenta, np. u pacjentów z epilepsją może to skutkować zwiększeniem ilości napadów padaczkowych. W związku z tym, wychodząc naprzeciw oczekiwaniom pacjentów, którzy zauważyli spadek skuteczności ekstraktów, a nie chcą przerywać terapii, stworzyliśmy pierwszy produkt z serii RESET – CBD 30%.  

 

Co to jest CBD 30% RESET?

– ekstrakt z konopi siewnych pochodzący z innych odmian niż seria podstawowa Max Hemp (KC DORY, SANTICI 70)

– ekstrakt posiada tyle samo CBD, ale różni się zawartością substancji tj. CBC, CBG, CBDV, THCV, kannaflawina, kanabicyclol, kannabispiran i in.

– dzięki zmianie składu ekstraktu, zmianie uległo tło kannabinoidów, co pozwala na bezpieczne „zresetowania” receptorów bez konieczności odstawienia CBD

– CBD 30% RESET, podobnie jak linia podstawowa ekstraktów CBD Max Hemp, powstaje z surowców uprawianych w Chorwacji (dowiedz się, dlaczego). 

 

Gdzie mogę kupić CBD 30% RESET?

– w naszym sklepie stacjonarnym (Centrum Terapeutyczne Max Hemp, Jędrzychowice 25, 57-120 Wiązów)

– w naszym sklepie online (sklep Max Hemp)

Czytaj więcej
Świadectwo #6 – CBD i CBG vs. padaczka

Świadectwo #6 – CBD i CBG vs. padaczka

„Od 14 listopada nasza 13 miesięczna córka przyjmuje oleje CBG i CBD. Oto nasze obserwacje :

*bardzo ważna dla nas sprawa-Julka od września nie była w stanie sama się wypróżnić, ponieważ przez obniżone napięcie w osi ciała co za tym idzie brak pracy mięśni brzuszka niestety tylko za pomocą leków Julka była w stanie zrobić kupkę…już po pierwszym dniu po olejach do nadal Julka regularnie wypróżnia się BEZ JAKICHKOLWIEK LEKÓW!

*podczas rehabilitacji zarówno metodą NDT Bobath & Vojty Julka jest ‚miękka’ walczymy z ogromną spastyką i sztywnoscią ciała Julki

*naszym problemem jest niedobór masy ciała Julki.Od zawsze jesteśmy ‚ straszeni’ założeniem Julii sondy lub ostatecznie PEGa…Po olejach Julka je więcej i przybiera na wadze dużo szybciej!

*Julia miała ogromne problemy ze spaniem.Potrafiła przykładowo nie spać przez 15 godzin od 1 w nocy do późnego popołudnia…Dziś śpi zarówno w dzień ok 3 godziny oraz w nocy do ok.godziny 5.

*Julia po olejach jest w bardzo dobrym kontakcie wzrokowym i słuchowym.

*jest spokojniejsza,kiedyś dostawala strasznych ataków wrzasku/płaczu tzw.mózgowego.

*tydzień temu podczas konsultacji z lekarzem rehabilitacji usłyszeliśmy,że zakres odwodzenia nóżek Julii bardzo się poprawił,nie są tak sztywne jak kiedyś i to na pewno wpływ CBG & CBD. To mega dobre informacje:)))))

*na koniec najpiękniejsza zmiana jaka zaszła w naszej Julce…kiedyś lekarze twierdzili, że nasze dziecko nigdy nie będzie się uśmiechać – ‚przy takim uszkodzeniu mózgu nie pojawi się uśmiech’, ‚a z czego to dziecko ma się śmiać?ona nie ma powodów do uśmiechu…’ Bardzo nas ten fakt dołował.Tak naprawdę marzyliśmy tylko o tym. W wakacje pojawiły się pierwsze uśmiechy.Było to raz na ok.3 tygodnie. Jak jest teraz…nasza Julka uśmiecha się codziennie serio serio CODZIENNIE ♡

Nadal ma bardzo duże odgiecie ciała i przede wszystkim głowy.Przy zasypianiu odrzuca rączki jakby coś ją przestraszylo. Obecnie co rano bierze 2 krople cbg 4% i 4 czopki dziennie cbd 15%.Te 20 czopkow robimy z 0,7 ml cbd.Co 5 dni zwiekszamy dawkę cbd”.

 

Czytaj więcej
Świadectwo #5 – CBD vs padaczka

Świadectwo #5 – CBD vs padaczka

„Moja córka w 2016 była w ciężkim stanie. Miała ponad 100 ataków dziennie o bardzo silnym natężeniu. Małych nie liczyłem, bo były co chwilę. Były ich setki. Po atakach często wymiotowała i padała z sił, a następnie zasypiała. Miała wykręcone ręce i nogi. EEG było coraz gorsze. Leki przeciwpadaczkowe nie pomagały. Neurolog nie wiedziała już czym ma leczyć, pomysły się kończyły. Apetyt zniknął a pojawiły się wymioty czarną mazią (po jednym z leków przeciwpadaczkowych). Dziecko nie było w stanie się samo załatwić i lewatywy były standardem, codziennością. Niestety kończyliśmy też często w szpitalu i dostawała kroplówki. Wcześniej, jako roczne dziecko przeszła bardzo bolesne leczenie sterydowe. Nic jej nie pomagało przez 7 lat. Była wrakiem człowieka. Organizm już nie wytrzymywał. Neurolog stwierdziła, że lepiej będzie jak odstawimy leki przeciwpadaczkowe. Po odstawieniu okazało się, że była mała poprawa. Dziecko miało mniej ataków, jednak stan ogólny nie poprawiał się. Ponadto często wpadała w histerię a z bólu uderzała głową w najbliższe otoczenie. W jednym szpitalu powiedziano, że to problem psychiczny a w drugim, że ma problem z wydalaniem. Pomimo wszystko, zdarzały się momenty w których było lepiej i nic ją nie bolało. Potrafiła się wtedy nawet uśmiechnąć. Oficjalnie w szpitalu zdiagnozowano mózgowe porażenie dziecięce, lekooporną padaczkę, niedowład prawostronny, znaczne zaburzenia ruchu, postawy i rozwoju psychicznego, wadę wzroku +10. Cała historia zaczęła się w drugim miesiącu życia, kiedy się pojawił pierwszy atak padaczki z utratą przytomności. Chwilę wcześniej zdiagnozowano wylew okołoporodowy, ale szczepionki skojarzone 5w1 nam zalecano przekonując, że nie będzie miało to wpływu na dziecko. Rzeczywistość była okrutna.

W listopadzie 2016r. podaliśmy oficjalnie dostępne i legalne CBD. Tu zaznaczę, że zakupione w Max Hemp. Tydzień czasu były bardzo różne reakcje, więc odstawiliśmy. Na koniec jeszcze podaliśmy dużą dawkę, taką jak lekarz zalecił. Nagle z dnia na dzień wszystkie ataki ustały. Myśleliśmy, że to niemożliwe, aby tak z dnia na dzień wszystko ustało i cisza… nic… zero ataków. Dziecko natychmiast odżyło. Stan psychiczny był nie do poznania. Po tygodniu podawania CBD córka z powrotem zaczęła siadać. Ten pierwszy tydzień najbardziej zapamiętaliśmy, ponieważ wtedy zrobiła największy progres. Ten stan trwał 11 dni. Po tych dniach ataki wróciły, ale z dużo mniejszą intensywnością i ilością. Zatem zwiększyliśmy dawkę i znowu była cisza, zero ataków. Pojechaliśmy do szpitala. Lekarze byli zaskoczeni dużo lepszymi wynikami badań EEG. Byli ewidentnie pod wrażeniem CBD. Niestety organizm córki (Mai) a raczej jej choroba jest na tyle wstrętna, że taki stan lepszych dni utrzymuje się tylko kilka tygodni a potem trzeba zwiększać ilość CBD. Ataki wracają co jakiś czas i tylko zwiększanie dawki pomaga jej zachować to co odzyskała. Co więcej, w sierpniu 2017, czyli 10 miesięcy od pierwszego podania CBD córka sama się chwyciła za poręcz i stanęła na nogi podpierając się o barierkę. Są oczywiście skutki uboczne u Mai, bo nie byłoby to normalne gdyby ich nie było. Ta choroba nas do tego przyzwyczaiła. Często pół nocy nie śpi, albo ma nagłe ataki śmiechu lub histerii. Jednak jej stan psycho-fizyczny jest bardzo dużym, pozytywnym zaskoczeniem dla lekarzy i terapeutów. Oczywiście gdyby nie pomoc darczyńców i rodziny to nie dalibyśmy sobie rady finansowo, ponieważ koszty systematycznie rosną zwiększając dawkę CBD. Co więcej, kiedy Maja dostanie mniejszą dawkę, to organizm natychmiast reaguje źle i dostaje bardzo dużych ataków.

Zatem ewidentnie olej CBD działa, a kiedy jest nim odpowiednio nasycona to mózg córki czuje się na tyle dobrze, że się nie cofa a robi nawet małe postępy. Obecnie czekamy na diagnostykę przedoperacyjną w Niemczech ale gdyby nie olej CBD od Pani Doroty Gudaniec to Mai dzisiaj tu za nami by nie było. Dziękujemy z całego serca Pani Dorocie i wszystkim Darczyńcom za pomoc. Dużo zdrowia dla Maksa i całej rodziny.”

 

– Albert Kicior-Tomasik, tata

Czytaj więcej
Loading...

pl_PLPolish
en_USEnglish pl_PLPolish